Po wypadku oddano nam kurtkę, buty syna,
plecak. W plecaku woda, czapka (gdyby w górach wiało), kanapka, pieniądze
(zapewne na powrót) i to co zawsze nosił: odblaski, parasol dokumenty.
Nie wiem dlaczego tego dnia Jaśko
poszedł sam na szlak, ale wiem, że nie planował swojej śmierci. Zdarzył
się wypadek, niewiarygodny, ale wypadek.
Bóg wyprowadził go w góry, aby nam go
zabrać. Widać było mu przeznaczone żyć tylko 17 lat.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz