We wtorek stawiło się w K. kilkanaście
osób. Ponieważ monitoring wskazywał, ze Jaśko poszedł w góry – ruszyliśmy na
szlak. Przyjaciele, którzy zostali w domu obdzwaniali schroniska i pensjonaty.
Cały czas wzywaliśmy też Bożej pomocy.
Niestety nie napotkaliśmy żadnego śladu.
Najgorszy był powrót do domu i
niepewność – co robi teraz moje dziecko? Gdzie jest? I to najtrudniejsze
pytanie: czy jeszcze żyje?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz