Zadzwoniłam do Jaśka o 14.30, bo wtedy
miałam go odebrać z przystanku. Nie odebrał, a sygnał był dziwny. Pomyślałam,
ze może ma dłużej dzisiaj lekcje i ma wyłączony telefon. Ale gdy nie odebrał o
15.00, ani o 15.30 zaczęłam się bać, że coś się stało. Kiedy nie wrócił
ostatnim autobusem, zgłosiliśmy na policji zaginiecie syna.
Od godziny 15-tej modliłam się. M.in. do
Archanioła Michała(w liturgii było w tym dniu jego wspomnienie), aby
wszystko co złe ominęło Jaśka. Wzywałam Boga i Świętych na pomoc.
Dlatego wierzę, że Jaśko umierał z
Bogiem. Ufność w Miłosierdzie Boże podpowiada mi, że Jaśko przed śmiercią
miał możliwość powierzenia swojej duszy Bogu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz