poniedziałek, 22 października 2018

Dzień pierwszy


To był straszny dzień. Rano jeszcze miałam nadzieję, że Jaśko pojawi się w drzwiach domu. Może spóźnił się na ostatni autobus, nie miał jak zadzwonić….
Ale wieczorem było jasne, że coś musiało się stać. Gdyby mógł, na pewno by zadzwonił. Nigdy nie był poza domem bez podania miejsca gdzie będzie.
Pytaliśmy znajomych, kolegów – nikt go nie widział od rana. Wyobraźnia podsuwała mi obrazy, że ktoś go porwał, pobił, że gdzieś leży i potrzebuje pomocy…
A policja utrzymywała, że uciekł z domu i za trzy dni wróci.  Nie, Jaśko nie uciekł, nie miał powodów. Coś musiało się stać!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz