To był straszny dzień. Rano jeszcze
miałam nadzieję, że Jaśko pojawi się w drzwiach domu. Może spóźnił się na
ostatni autobus, nie miał jak zadzwonić….
Ale wieczorem było jasne, że coś musiało
się stać. Gdyby mógł, na pewno by zadzwonił. Nigdy nie był poza domem bez
podania miejsca gdzie będzie.
Pytaliśmy znajomych, kolegów – nikt go
nie widział od rana. Wyobraźnia podsuwała mi obrazy, że ktoś go
porwał, pobił, że gdzieś leży i potrzebuje pomocy…
A policja utrzymywała, że uciekł z domu
i za trzy dni wróci. Nie, Jaśko nie uciekł, nie miał powodów. Coś musiało
się stać!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz