Niedziela była jeszcze gorsza. Policja
nie miała pomysłu gdzie szukać. Udało nam się tylko ustalić, że Jasiek dojechał
do N. i wysiadł na przystanku przy ul.B. To nie był przystanek na którym Jasiek
powinien wysiąść. Jasiek coś kombinował, miał jakiś plan. Ale jaki? Nie pisnął
słowem, że nie zamierza iść do szkoły i nigdy dotąd nie był na wagarach.
Z pomocą przyszła mi rodzina. Siostry
znalazły i obejrzały nagrania z monitoringu przy ul.B, z dworca kolejowego i
autobusowego. Zaczęliśmy drukować plakaty, ogłoszenia i ulotki :”Zaginął
Jasiek”. Zaczęliśmy informować media. Nie chciałam tego rozgłosu. Jak Jaśko
miałby teraz wrócić, gdy cała wieś o nim mówi i na każdym słupie ogłoszenie
„poszukiwany”. Ale w końcu zgodziłam się, bo jeśli Jaśko padł ofiara
przestępstwa, to tak może znajdziemy sprawców.
Najgorszy był wieczór. Jak iść spać
skoro nie wiadomo, gdzie jest moje dziecko. Może mnie potrzebuje, może marznie,
jest głodne…