piątek, 6 lipca 2018

Dzień przed zaginięciem


Pamiętam wszystko z tych dni. I nie chcę zapomnieć. Jak mogłabym zapomnieć swoje dziecko.
Boję się, że w mojej pamięci zatrze się jego twarz, jego uśmiech, jego głos… Dlatego chcę zapisać ostatnie słowa, gesty, wygląd.
Pamiętam dzień przed zaginięciem.
Pracowałam przy komputerze. Jaśko przyszedł i zapytał, czy możemy na drugi dzień wyjechać wcześniej do szkoły, bo ma coś do załatwienia. Miał przy tym tajemniczą minę i uśmiech zdradzający, że coś „kombinuje”. Mogłam zapytać co to za sprawa, ale nie chciałam mu psuć radości z tego, że coś sobie sam zaplanował. „I tak mi później powie” – pomyślałam. Umówiliśmy się na godz.6.55 i poszedł do swojego pokoju.
Rano chciałam jeszcze podpytać, ale było późno i Jaśko wykręcił się od odpowiedzi. Wychodząc przed dom Jaśko zachwycił się obiecującą pogodą i odwiozłam go na przystanek. Tam widziałam go po raz ostatni.

Moje życie bez Jaśka


Mija 9-ty miesiąc od nagłej śmierci mojego syna. Miał 17 lat i wiele planów na przyszłość. Ale plany Boże były inne.
„ Ponieważ spodobał się Bogu, znalazł Jego miłość,
i żyjąc wśród grzeszników, został przeniesiony.
Zabrany został, by złość nie odmieniła jego myśli
albo ułuda nie uwiodła duszy.”
Mdr 4,10